Chłopak Marty, Piotr, wyjeżdża na dwa miesiące do Anglii – uczyć się języka i pracować. Wakacje więc szykują się nieciekawie dla ich świeżego związku, bo zewsząd czyhają pokusy… Czy będą w stanie się im oprzeć?

- Proszę pani, czy ma pani może kilogramowe opakowania chusteczek higienicznych? – Ewa pyta kioskarkę na lotnisku.

- Nie! – roześmiała się sprzedawczyni. – Nie produkują takich opakowań, przykro mi!

- Szkoda, bo to dla mojej przyjaciółki. Żegnała właśnie chłopaka i niech pani popatrzy, co z nią się dzieje… – Ewa wskazała na mnie, usiłującą schować twarz w ostatniej chusteczce, jaka mi została, kompletnie zresztą zmiętej i przemoczonej.

- No, nie wygląda to najlepiej – przyznała kioskarka, wychylając się nieco, by mnie dokładniej obejrzeć. – Ale myślę, że małe opakowanie w zupełności wystarczy…

- No nie wiem, nie wiem – Ewa miała wątpliwości. – Ryczy jak prawdziwy bóbr, chyba od godziny. Żeby się tylko Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami do mnie nie przyczepiło. Jestem jej, hm, no, prawie opiekunką… Albo żeby straż pożarna na lotnisku jej nie wzięła za syrenę alarmową, bo byłby kłopot! Lotnisko by musieli zamknąć, samoloty poodwoływać…

- Oj, ale masz poczucie humoru, dziewczyno – kioskarka pękała ze śmiechu. Czego nie można było powiedzieć o mnie. Pękałam też, ale z żalu i tęsknoty i rozpaczy i… kiepskich perspektyw wakacyjnych. Jak dorzucić jeszcze kilka moich normalnych, codziennych zmartwień, to naprawdę, miałam teraz powody, by zalewać się łzami…

- Dziękuję i do widzenia – Ewa zapłaciła za chusteczki i podeszła do mnie. – No chodź już, mazgaju. Tak ryczeć za chłopakiem, kto to widział! Wypiszę cię z Klubu Pożeraczek Męskich Serc… – straszyła, podając mi świeże (i suche!) chusteczki.

- Przeeecież nie jaadaam mięsaaa – wyszlochałam.

- O, widzę, że wraca ci rezon! – ucieszyła się Ewa.

- Pooooozaaaaa tym nie ryczę tylko z powooooodu Pioooootra…

- Tak, tak, ja cię znam, to zrobiłaś szybki przegląd całego swojego życia i teraz ryczysz, bo: w zeszłym tygodniu poplamiłaś sobie ulubione spodnie, nie nakarmiłaś dziś zapchlonego kota osiedlowego i nie wysłałaś czeku do Bangladeszu, na głodujące dzieci…

- Ale mnie znasz! – roześmiałam się. Ewa już taka jest – zawsze mnie rozśmiesza.

- Znam cię trochę, nie zaprzeczam. Wycieraj nos i idziemy stąd, ile czasu można siedzieć na lotnisku?

W autobusie powrotnym z lotniska zrobiło mi się już dużo lepiej. To zasługa Ewy, która cały czas nabijała się ze mnie i starała się odwrócić moją uwagę od wyjazdu Piotra. Miałam nadzieję zresztą na stały z nim kontakt – są telefony, sms-y. Nie będzie źle… A poza tym wakacje dopiero się zaczynały – czyż to nie był wystarczający powód do radości?

- Co będziemy robiły dziś wieczorem? – zapytała Ewa w autobusie.

- Dziś wieczorem? – zastanowiłam się.

- Jest piątek, są wakacje, koniecznie trzeba to uczcić…

- Jak to, uczcić? Co masz na myśli?

- Chodźmy do „Daytony” albo gdzieś…

- Do klubu, na dicho i bez Piotrka????

- No bez, a co, Piotr pas cnoty ci założył?– Ewa się wkurzyła.

- No jak to? Ledwie on wyjechał, a ja zaraz – do klubu??? – coś nie mieściło mi się w głowie, ale jeszcze nie wiedziałam, co.

- Czy ty zamierzasz całe dwa miesiące spędzić w zakonie albo w domowym areszcie?

- Nie zastanawiałam się nad tym jeszcze, ale to tak głupio… Nie jestem przecież wolna…

- A co zajęta niby jesteś? Po ślubie? Zaobrączkowana? Na smyczy, przylepiona, zamknięta? – Ewa napadła mnie pytaniami. – Najpewniej – stuknięta! Przecież nie namawiam cię, byś szukała sobie nowego faceta, tylko normalnie – żyła, bawiła się, bo są wakacje, jest lato i trzeba się wyszaleć! Nie rozstaliście się, tylko na jakiś czas rozłączyli, bo tak trzeba było, ale to nie powód, byś zamykała się w domu…

- Może masz rację? Po prostu się nad tym nie zastanawiałam, ale skoro tak to przedstawiasz… Ok., to „Daytona” jest nasza tonight!

I tak się stało, wieczorkiem udałyśmy się do naszego ulubionego klubu. Mnie na taniec nie trzeba namawiać. W panującym wokół hałasie i tak usłyszałam piknięcie telefonu, gdy nadszedł sms od Piotra. Z niecierpliwością weszłam do skrzynki: „Wreszcie dotarłem na miejsce. Tu jest strasznie obco i smutno bez Ciebie, słoneczko!” Biedactwo! Jemu jest smutno i obco, a ja, co robię? Brykam sobie w klubie. To chyba nie fair??? Odszukałam na parkiecie Ewę:

- Dostałam sms-a od Piotra!

- Ta, na pewno tęskni, kocha, myśli!

- No, coś w tym guście. Jemu tam źle, a ja szaleję w klubie. Czy powinnam?

- Ona znowu swoje! Przecież Piotr da sobie radę, to duży chłopak jest! Może masz zamiar wrócić teraz do domu i położyć się do łóżka, by się poumartwiać??? – Ewa wymownie postukała się palcem w czoło i poszła dalej tańczyć. Chwilę postałam niezdecydowana, napisałam sms do Piotra: „Kochane Biedactwo, ściskam Cię i całuję w uszko”, po czym ruszyłam dalej w tany. Ten sposób spędzania czasu okazał się bardzo przyjemny i powtarzałyśmy go z Ewą prawie codziennie. Wakacje mają swoje prawa! Poza tym taniec w dyskotece to najlepszy sposób na zgubienie kalorii. Oczywiście, takie miejsce jak „Daytona” służy głównie zawieraniu znajomości, więc i koło nas zaczęło się kręcić kilku chłopaków. Ewa przebierała niczym w ulęgałkach, ja trzymałam się raczej na dystans, bo nie w głowie mi były flirty. Mam już chłopaka, tyle, że w Londynie. Wielka mi rzecz, miną dwa miesiące i znów będzie na miejscu. Wytrzymam.

Muszę jednak przyznać, że z jednym z chłopaków nieco się zbliżyłam. To był Paweł, koleś, który kręcił się koło Ewy, ale chyba nie był w jej guście. Widział, że jesteśmy przyjaciółkami i najwyraźniej postanowił sobie, że za moim pośrednictwem dotrze do niej. Bardzo chytry plan, ale ja szybko go przejrzałam. Wyglądało to przeważnie tak samo: najpierw próbował pogadać z Ewą, ale ona była wiecznie kimś innym zajęta, więc przysiadał się do mnie i wylewał swoje żale. Czasem mnie okropnie nudził, więc dla zmiany tematu wyciągałam go na parkiet. Tam było o wiele gorzej słychać i mogłam odpocząć od tych męskich zwierzeń. Poza tym fajnie tańczył! A kiedy nie mówił o Ewie był bardzo ciekawym i miłym chłopakiem, więc wołałam tak manewrować, byśmy albo tańczyli albo gadali na neutralne tematy. Niepostrzeżenie zaczęłam się w to wkręcać, bo przychodziłam do klubu właściwie dla Pawła, aż w końcu zaczęłam się tam z nim umawiać. Było mi z nim przytulnie i wygodnie, bo inni faceci się nie czepiali. A poza tym to naprawdę superasty kumpel. Ewa chyba to wreszcie zauważyła:

- Co myślisz o tym Pawle?

- Chłopak jest naprawdę w porządku, nie rozumiem, dlaczego go tak od siebie odpędzasz?

- Eee, nie w moim typie. Strasznie mnie nudzi.

- No mnie też nudzi, kiedy nadaje o Tobie…

- O mnie? A co?

- A takie tam, buja się w Tobie i chciałby się do ciebie zbliżyć.

- Buja się we mnie? A do ciebie robi maślane oczy? – ironicznie zapytała.

- Słucham???

- Zastanów się, w kim on się buja! Ja tu widzę inny obiekt jego westchnień… A propos, jak tam sms-y od Piotra? – zapytała niewinnie.

- Normalnie. Przychodzi kilka dziennie…

- Ten chłopak wyda na ciebie fortunę. I to w funtach! To dopiero miłość i tęsknota!

- Kpisz czy o co ci chodzi?

- O nic, naprawdę, to nie kpiny.

Prawie się pokłóciłyśmy! O co jej chodziło z tym moim Piotrem? Jeszcze gorzej wyskoczyła z bujaniem Pawła! Chora jest chyba, między nami dwojgiem jest tylko kumpelstwo, nic więcej. Chociaż przyznaję, lubię z nim tańczyć, lubię zapach jego wody kolońskiej, a kiedy mnie dotyka na parkiecie – jest to bardzo przyjemne. Zresztą, już od miesiąca Piotr mnie nie dotykał, a wiadomo, jak dotyk jest potrzebny dziewczynie! No nieważne, sprawa jest przecież prosta: ja mam chłopaka, z którym jestem od 4 miesięcy, a on kocha się w Ewie. I tego się trzymajmy!

- Co tam u Pawła? – znów po kilku dniach zapytała Ewa.

- Nie pytasz o Piotra?

- Nie, o Pawła.

- Hm, normalnie. Chociaż muszę przyznać, że przestał nadawać na twój temat.

- O, to może przestał też być nudny?

- Nigdy nie był…

- Całowałaś się z nim już? – drążyła Ewa.

- Oszalałaś, zwariowałaś? Odbiło ci??? Jakie „całowałaś”???

- Tak ładnie wyglądacie, gdy tańczycie, tacy zajęci sobą, tacy przytuleni…

- Przytuleni? To normalne, w tańcu się każdy przytula!

- Tak? Ja tam nie…

- O czym my mówimy! Jestem z Piotrem, gdybyś nie pamiętała.

- Aha. Nie pamiętałam.

Zołza! Co ona właściwie mi sugeruje? Jakby na potwierdzenie jej słów nadszedł sms od Piotra: „Słoneczko? Czy u Ciebie wszystko w porządku? Tak rzadko piszesz…” Fala gorącego wstydu mnie oblała. Faktycznie! Ostatniego sms-a wysłałam do niego 3 dni temu!!! Co się dzieje!!!!???? Ze mną, z tym wszystkim…. Muszę to przeanalizować. Dlaczego nie myślę o Piotrze i jego londyńskiej samotności? Bo dobrze się bawię z Pawłem. Kto zaczął zaprzątać moje myśli? Paweł. O kim chętniej marzę przed zaśnięciem? O Pawle. Niedobrze. Coś tu zaczyna się mieszać! Wieczorem muszę porozmawiać z Pawłem! Byłam cała roztrzęsiona. Kiedy go tylko zobaczyłam w klubie, odciągnęłam go na bok, w bardziej zaciszne miejsce.

- Musimy pogadać! – zażądałam

- ?

- Kumplujemy się, prawda?

- Oszywiście – potwierdził, śmiesznie szeleszcząc.

- Tylko kumplujemy. Ja mam chłopaka, ty kochasz się w Ewce.

- Pierwsza część się zgadza. Natomiast nie kocham się w Ewce. To był fortel, by poznać… ciebie, Marto.

Zdębiałam i o mało nie wypuściłam listków.

- Nigdy nie byłeś zainteresowany Ewą?

- Nie. Niestety, nie. Wiedziałem od niej, że jesteś bardzo wierna i lojalna Piotrowi i że nie mam u Ciebie najmniejszych szans…

- Widzę jednak, że się nie poddałeś…

- Czy masz mi to za złe?

- Chyba nie. Każdemu wolno mieć nadzieję. Czuje się, jakbym przechodziła jakąś indiańską próbę, test… Test wierności?

- Może? I co teraz zrobisz?

- Chciałabym, żeby zostało po staremu… Ja czekam na Piotra, ty jesteś fajnym kumplem na wakacje.

- Przynajmniej szczerze stawiasz sprawę. Kumpel tylko na wakacje?

- Tak.

- W takim razie ja… odpadam. No cóż, skoro nie udało mi się zdobyć twego uczucia przez półtora miesiąca, to chyba nic nie wskóram – Paweł był nadzwyczaj poważny. Gdyby wiedział, ile kosztowały mnie moje słowa! – Marto, żegnam się więc. Strasznie mi szkoda. Jednak kumplowanie się z tobą, tylko kumplowanie byłoby dla mnie udręką.

- Rozumiem – powiedziałam. I dodałam w duchu „dla mnie też…”

- Poza tym niebawem wraca Piotr, prawda? Sytuacja skomplikowałaby się i tak! – sama o tym zapomniałam!

A więc rozstałam się z Pawłem. Może to była najodpowiedniejsza chwila, bo zaczynał on zajmować zbyt duży fragment mego serca. Jeśli pozwoliłabym, żeby się w nim na dobre i złe rozgościł, mój związek z Piotrem przestałby istnieć. Nie mogłam do tego dopuścić. Wyobraziłam sobie drugą stronę – gdyby to Piotr wrócił i oznajmił, że już nie chce być ze mną. Nie, to bez sensu. Przecież jesteśmy razem, jesteśmy parą, a rozłąka była taka bolesna! Wystarczył miesiąc, by złamać moje zasady? Nigdy! Aby się utwierdzić w moim wyborze, wysłałam sms-a do Piotra: „Kochanie, nie mogę się już Ciebie doczekać!” Może nie do końca było to prawda, ale miałam jeszcze dwa tygodnie, by doprowadzić swoje serce do ładu…

Beata Łukasiewicz, zdj. lodz.naszemiasto.pl