0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Niedzielny wypad poza Wrocław miał na celu ucieczkę od smoga. Czy udało nam się przewietrzyć płuca?

Piękna zimowa pogoda, a zwłaszcza przegląd zdjęć z 2014 roku, z weekendu w Szklarskiej Porębie, spowodowały moją nagłą tęsknotę za górskim, zimowym pejzażem…

Wskoczyliśmy więc w samochód i po 2 godzinach przyjemnej (drogi odśnieżone i suche, niewielkie natężenie ruchu) jazdy byliśmy w kurorcie. Czy w Szklarskiej jest mniejszy smog? Tu polemizowałabym, ale nie skupialiśmy się na negatywach. Ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę Kamieńczyka (wodospad). Było słonecznie, ciepło i pięknie. Może nie aż tak jak 3 lata temu (zdjęcie powyżej), ale nie kaprysiłam wcale… Tym bardziej, że wokół mnie skrzył się diamentami śnieg i latały niezidentyfikowane obiekty…

Niezidentyfikowany śnieżny obiekt latający NŚOL…

Po cudownym spacerze zjechaliśmy do centrum miasteczka, by znaleźć jakiś obiad. W „Kaprysie” było sporo ludzi, ale lokal przyjemny, więc zdecydowaliśmy się tutaj spożyć posiłek. Czekając na danie i popijając wino znalazłam na stoliku ulotkę reklamującą kopi luwak, czyli najdroższą kawę świata, którą tu podają.

Od razu przypomniała mi się moja wizyta na Bali, która to wyspa słynie również z kopi luwak. Miałam wielką ochotę porównać smaki, tym bardziej, że tutejsza kawa pochodzi z Wietnamu, a sposób jej podawania wydawał mi się (po opisie sądząc) intrygujący. Koszt filiżanki niespecjalnie mnie odstraszył (49 zł) i już, już widziałam siebie delektującą w/w kawą, gdyby nie… beznadziejna obsługa. Na obiad czekaliśmy bardzo długo, tyle, że zdążyliśmy wypić herbatę, wino (teoretycznie zamówione do obiadu), a posiłku jak nie było, tak nie było. Kiedy pomyślałam, że na kawę będę czekać równie długo, a poza tym jej parzenie odbywa się przy stoliku i trwa ok. 10 minut – moja ciekawość musiała zostać tym razem niezaspokojona… Szkoda. Nie opowiem zatem, jak smakuje wietnamska kopi luwak podawana w Szklarskiej Porębie!

A o kopi luwak pisałam wyczerpująco tutaj

Print Friendly