0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Moja relacja z wyprawy na Cynamonową Wyspę ciągnie się jak guma do żucia, wybaczcie. To przez nawał moich aktywności. Czas (może uda się przed Wigilią???) dotrzeć do Kandy – starodawnej stolicy Sri Lanki. Dla uproszczenia dodam, że stolic było kilka. Ale ad rem.

Po zdobyciu Sigiriji i Dambulli, opisanych we wcześniejszych postach, a także po fotosafari na słonie (biedne słonie!)

Gdybym wiedziała, że to safari polegało na osaczaniu słonicy z małym przez sforę jeepów, nie pojechałabym!

- wyprawiliśmy się do Anuradhapury – najbardziej starożytnej stolicy Sri Lanki. Upał doskwierał okrutny, była wielkanocna sobota, a my zwiedzamy obszar kilkunastu hektarów, pełen klasztorów, dagob i świątyń. Dobrze, że mamy samochód. 

Stolica od III w. p.n.e. przeżywała okres świetności. Wszyscy tu budowali na potęgę buddyjskie świątynie i klasztory. I jest tu najstarsze drzewo Bo (święte drzewo buddyzmu, pod którym Budda doznał oświecenia – tu jego szczepka przywieziona z Indii), pochodzące sprzed III w. p.n.e.

Przez wieki miasto pochłaniała dżungla (podobnie jak kambodżański Angkor Watt), ale od 1982 r. jest wpisane na listę UNESCO. W Anuradhapurze najbardziej tajemnicze są dagoby. Przypominają piramidy – ogrom cegieł, do którego się nie wchodzi, kryjący cenne relikwie.

dagoba  Dźetawaranama 70 m wysokości, z iglicą 122 m (iglica szczątkowa obecnie). Jedna z najwyższych konstrukcji dawnego świata

To znaczy, wejście zawsze jakieś jest, ale to tylko przybudówka, w której zazwyczaj poleguje sobie Budda i ofiary przeróżne, przynoszone przez wiernych – zadziwiły mnie sandały męskie na przykład, ładnie zapakowane w pudełku…

mama podziwia vota…

Jaką pracę wykonano na tym całym terenie widać na zdjęciach sprzed renowacji. Naprawdę niesamowicie zaniedbane i porośnięte było to miejsce…

Cały rozległy teren pełen dagob, klasztorów, świątyń i muzeów zwiedzaliśmy w sobotę wielkanocną, dziwiąc się tłumom biało odzianych ludzi, buddystów, którzy przyszli tu świętować! Wielogodzinne oczekiwanie na główne punkty programu sprawiało, że grupy Lankijczyków chroniło się w cieniu drzew, brało kąpiel w sadzawkach lub słuchało mnichów, wygłaszających kazania do wiernych. Niesamowite! Nie sposób było dostać się do drzewa Bo, obleganego przez wiernych. Upał był natomiast tak wielki, że ja, jaszczura kochająca tropiki, po prostu wymiękłam, przyznaję. Nawet krowy miały lepiej!

krowy odpoczywają w cieniu, teren świątyń

Muszę się przyznać, że pierwszy raz w życiu w święta Wielkanocne byłam w tak egzotycznym miejscu…

Kandy

Kluczem stolic cejlońskich podróżując, dotarliśmy do Kandy. Od XVI w. było stolicą niezależnego od Europejczyków (kolonizatorów) państwa Syngaleskiego. Położone w samym centrum wyspy broniło się przed Portugalczykami, Hiszpanami i Brytyjczykami. Zdobyte dopiero w 1815 r. i to za pomocą fortelu. Obecnie to taka bardziej kulturalna stolica Sri Lanki.

Największą atrakcją miasta jest Świątynia Zęba Buddy przechowująca cenną relikwię (ząb). W kompleksie świątynnym są obiekty buddyjskie, hinduistyczne i muzułmańskie. Przy wejściu drzewo Bo (czyli figowiec), które trzeba obejść 7 razy i podlać wodą.

Ząb ma burzliwą historię, został zabrany ze stosu pogrzebowego Nauczyciela i był w Indiach przez ponad 800 lat. Dopiero w IV w. n.e. trafił na Cejlon, przywieziony tu przez księcia i księżniczkę indyjską. Gdy Brytyjczycy przejęli wyspę w XIX w. zabrali relikwię, ale spowodowało to taką suszę na wyspie, że zmuszeni byli oddać ząb Syngalezom. Przechowywany w 7 szkatułach za mosiężnymi drzwiami wystawiany jest na widok publiczny raz na 7 lat (nie załapałam się…).

za tymi drzwiami jest przechowywany najcenniejszy ząb na świecie…

zdj. www.rafalsitarz.com

Wieczorem Niro zawiózł nas na pokaz kandyjskiego tańca. Pięknie było!

Gorzej było wrócić do apartamentu w Kandy, po występie. Spadł deszcz i zrobił się taki korek, że jechaliśmy chyba dwie godziny z powrotem, a to jakieś 2 km były, no może 3!

cdn albo i nie!

Print Friendly