Nie wierzę w tzw. szczęście w grach losowych, ale już w konkursach - i owszem, czemu nie, aczkolwiek startuję w nich niezwykle rzadko, bo to zależy od nagrody. Chodzi o takie „kreatywne” zadania – gdy trzeba coś wymyślić, pogłówkować, by zdobyć atrakcyjną dla mnie rzecz lub kwotę. Rok temu wygrałam 500 zł na zakupy w pewnym centrum handlowym (opisałam to tutaj). Kiedy więc zobaczyłam konkurs paczkomatów na magiczne zaklęcie otwierające skrytkę (a z paczkomatów korzystam przynajmniej raz w tygodniu) – ruszyłam swoją zawsze pełną pomysłów głową. W trzy sekundy napisałam taki oto wierszyk:

żólty smok

Żółty smoku, paczkomacie, otwórz paszczę, daj mi, bracie mój skarb wielki tu schowany dam ci za to „cmok”, kochany! Miałam taką pewność, przeczucie, że wygram oferowany w nagrodę tablet albo smartfon, iż z pewną dozą nonszalancji sprawdzałam parę razy dziennie stronę. Przez tydzień chyba nic się nie działo, wreszcie wyniki zostały opublikowane. Mina mi zrzedła, poległam! Oto zwycięskie dwa wierszyki, wybrane (jak napisała redakcja) spośród tysięcy zgłoszeń.  Tableta wygrało „niedługie, pogodne zaklęcie o urokliwych rymach i o niespotykanej elegancji”: Kosmetyki, trzy zegary, czary mary, czary mary, dwie lokówki, prostownica, garnek, kubki i spódnica, wąż gumowy, krawat tacie, osiem spinek, moje gacie – się otwieraj Paczkomacie!

Smartfon natomiast powędrował do autorki „brawurowego sylabizowania, przez co nadała zaklęciu fantastycznej dynamiki!”: Mata paka, moja paka, to nie poczta, nie ma draka, nie ma baba, nie ma zmora, czeka paka, w jama ona, ja ma fona, esemesa, ja ma mejla miast adresa, poda koda w paczkomata, klik, pik, pyk, on da ta paka, tak to mi to inpost cito!

Mój zadarty nos został przytarty o jakieś pół centymetra. Ciekawa jestem Waszej opinii, czy zwycięskie wierszyki są rzeczywiście takie świetne?