0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Robię zakupy w osiedlowym sklepie (Społem). Na stoisku z wędlinami nowość: szynka z Łysych. Pytam pani sprzedawczyni, czy to szynka od górali, bo chyba z miejscowości Łyse, które mi się nie wiedzieć czemu z górami kojarzą.

- Nie, proszę pani, to jest szynka z ogolonych świń – odpowiada z pełną powagą pani ekspedientka.

- Z ogolonych świń? – mamroczę zupełnie zbita z tropu.

Co to jakiś nowy gatunek świń, czy też golą je, ale po co na Boga???? Nic nie rozumiem, ale nie dopytuję więcej, szynkę do spróbowania kupuję. Nawet smaczna.

Parę dni później robimy zakupy w Selgrosie. Jest tam przy wędlinach małe stoisko promocyjne, miła hostessa zachęca do spróbowania szyneczki i innych wyrobów. Stoimy, degustujemy, wzrok mój pada na kolorowe logo producenta wielkie jak koło młyńskie. Zakłady Mięsne, Łyse…

- Oj, proszę pani, to ja już tę szyneczkę jadłam! – chwalę się hostessie, ucieszona. – To jest szynka z Łysych!

- No tak… – odpowiada pani przyglądając mi się. Czy proces dedukcji może być tak radosny?

- To zatem miejscowość?? – upewniam się.

- Oczywiście! – potwierdza hostessa.

- Bo wie pani, w  Społem mi powiedziano, że to szynka z ogolonych świń…

- Słucham? – hostessa wybałuszyła na mnie oczy.

- Ach, nieważne… Proszę mi tylko powiedzieć, gdzie te Łyse, gdzieś w górach?

- Nie, tak na północ od Warszawy…

 

Tu pytanie do Was: czy ekspedientka w Społem wykazała się poczuciem humoru czy kretynizmem? Co sugerujecie? Ja mam swój typ…

rys. z sadurski.com

Print Friendly