0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

To, co zawsze dodaje uroku podróżom w rejony Morza Śródziemnego to (przynajmniej dla mnie) dźwięk… cykad. Fascynują mnie te owady, a ich hałaśliwa czasem muzyka kojarzy mi się ze słońcem, zapachem ziół, palmami i nastrojem beztroskich wakacji… Cykady, rozsławione przez piosenkę Maanamu występują nie tylko na Cykladach… 

Cykadowate (Cicadidae) to owady z rodziny hm, pluskwiaków. Rozpoznawane są po dźwiękach, wydawanych przez samce za pomocą tymbali („instrumentu” u nasady odwłoka). Żyją na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Prawdopodobnie liczą 3000 gatunków. Najpospolitszy jest piewik mannik (Cicada orni L.). To owad średniej wielkości (ok. 3 cm długości), a dźwięki przez niego wydawane należą do dosyć nieprzyjemnych i bardzo głośnych. Same owady dzięki szarej barwie ciała i przezroczystym skrzydłom są praktycznie niewidoczne na korze drzew. Cykady dzielą się na jednoroczne i okresowe (periodyczne). Te drugie to najdłużej żyjące owady na Ziemi. Cykl życiowy czterech ich gatunków to 13 lat, trzech – 17!

Tymbale, czyli cykadowy instrument grający, są właściwie częściami szkieletu zewnętrznego, przekształconymi w błoniaste „żebra” (membrany). Wprawiane w wibracje za pomocą mięśni owada czynią z jego ciała pudło rezonansowe. Cykady mają też „zainstalowane” przez naturę swoiste „wzmacniacze” – specjalne poduszki powietrzne. Niektóre cykady potrafią wydawać dźwięki powyżej 108 dB (to siła młota pneumatycznego z odległości jednego metra!).

Cykl rozwojowy cykad jest niesamowity: z jaj składanych przez samicę wylęgają się larwy, które zagrzebują się w ziemi i spędzają tam co najmniej kilka lat, żywiąc się sokami korzeni roślin. Są gatunki, których larwy przebywają w ziemi 17 lat. Jaki jest sens cyklu życiowego, w którym tyle lat spędza się pod ziemią – a zaledwie sześć tygodni na powierzchni? Zagadka dotyczy siedmiu spośród prawie 3 tysięcy gatunków. Po wieloletnim stadium larwy owad przeobraża się w postać dorosłą. Larwa opuszcza więc swoją podziemną kryjówkę, wspina się na pień drzewa i rozpoczyna się jej metamorfoza – wyłania się smukła postać cykady. Delikatne skrzydła szybko twardnieją i wkrótce owad jest gotowy do pierwszego lotu. Pusta powłoka larwy pozostaje na pniu. -zdj. z prawej. Osobniki dorosłe żyją jednak dość krótko.

Jestem wielką miłośniczką cykadowej muzyki. Aby posłuchać ich koncertów wyprawiam się w rejony Morza Śródziemnego. Nie wyobrażam sobie bowiem urlopu bez cykad. Bardzo trudno jest jednak zlokalizować cykadę. Kiedy słyszymy cykanie nie bardzo wiadomo gdzie dokładnie i w jakiej odległości owady się znajdują. Z pewnością to nie przypadek – cykady umieją dezorientować drapieżniki (ptaki, małe i duże ssaki a nawet zwierzęta domowe), które mogłyby je znaleźć i zjeść na obiad…

Dla kogo ta pieśń?

W świecie owadów wiele samców zwabia samice dźwiękami. Ponieważ nie posiadają strun głosowych i płuc do śpiewania serenad, dźwięki wydają pocierając części ciała (np. skrzydła, odnóża) lub używając specjalnych narządów, jak cykady tymbali. Owady mają też zwyczaj cykać w chórach… Niesamowita jest synchronizacja tej „orkiestry”, setki tysięcy osobników grają we wspólnym rytmie! Świerszcz, pasikonik i cykada są często ze sobą  mylone, aczkolwiek każdy kto chociaż raz słyszał cykadę i naszego rodzimego pasikonika – potrafi odróżnić tę melodię… Dźwięk cykad jest niezwykły, dla mnie uspokajający. Intensywność tego śpiewu wzrasta w południe, cykady lubią bowiem grać w najgorętszych promieniach słońca, potem przez całą porę sjesty – aż do zachodu słońca.

Ubiegłego lata byłam w Prowansji i zauważyłam coś ciekawego – cykady rozśpiewywały się szaleńczo późnym popołudniem, grały przez godzinę, by umilknąć nagle po 21.00, gdy zaszło słońce. Każdego dnia milkły parę minut wcześniej, bo słońce wcześniej zachodziło –  zegarki można było regulować! Prowansja wybrała sobie cykadę (razem z lawendą)  na swój symbol, a jej wizerunki: malowane, rzeźbione, wyszywane można było kupić jako pamiątkę w każdym miejscu (zdj. po lewej). To symbol ogólnie – Południa. Nie Prowansja jest jednak jej ojczyzną, bo o cykadach pisali już starożytni greccy autorzy – poeci, dramatopisarze. Warto wiedzieć, że starożytni Grecy trzymali cykady w klateczkach ze słomek, by napajać się ich śpiewem. Chętnie bym ten zwyczaj naśladowała, gdyby tylko znalezienie /złapanie żywej cykady było takie proste!

Mityczny owad

U źródeł fascynacji tym owadem u Starożytnych  były 3 niezwykłe fakty przez nich zaobserwowane:
– owad rodzi się z ziemi po wielomiesięcznym albo wieloletnim pobycie w stadium larwalnym,
– cykada zatem przezwycięża starość poprzez cykliczne odradzanie się (zrzucanie starej powłoki cielesnej) - czyż więc nie jest żywą ilustracją mitu o wiecznej młodości?
– odżywia się rosą i  powietrzem przesyconym południowym światłem…

Po kilkunastu latach podziemnego życia, odradzający się osobnik  wyłania się z ciała larwy. Nic dziwnego, że w dawnej Grecji cykada była symbolem nieśmiertelności. W wyposażeniu grobu z epoki brązu w Mykenach znaleziono np. kilka amuletów w kształcie przypominającym larwalne („podziemne”) stadium cykady. Homer w Iliadzie, opisując zgromadzenie Rady Trojańskiej skupionej wokół króla Priama, używa porównania do cykad: „Starość ich już uwolniła od walki, lecz byli mówcami znakomitymi, podobni leśnym piewikom, co w gęstwie  drzewa ukryte tryskają dźwiękiem jak kwiat delikatnym…” Cykada była w Starożytności popularnym elementem zdobniczym. Tukidydes pisze, że przedstawiciele najstarszych arystokratycznych rodów ateńskich upinali „włosy w warkocz za pomocą złotych spinek w kształcie świerszczy”. Znaleziono w grobowcach ozdoby w jej kształcie, np. broszki.

 Amerykańska plaga

Odmiana cykady, która żyje na południu Stanów Zjednoczonych, to właśnie ta o 17 letnim cyklu rozwojowym. Jest tam nazywana mylnie szarańczą. Kolejne wylęgi są wydarzeniem na wielką skalę: towarzyskim, kulinarnym, naukowym. Entomolodzy je numerują, np. w 1970 r. był tak zwany Brood X (czyli dziesiąty wylęg). Co 17 lat urządza się wtedy „cykada party”, na których je się smażone i preparowane owady, przy wtórze ich żywych pobratymców, śpiewających „na całe gardło” w okolicy. Ponoć chrupiące cykady, wyglądające jak frytki smakują jak… szparagi. Owady te nie są niebezpieczne dla ludzi – nie gryzą ani nie żądlą. Nie wyrządzają też szkód w otoczeniu, bo żywią się głównie sokami roślin, nie mogą więc zniszczyć upraw jak szarańcza.

Siedemnaście lat pod ziemią!

W połowie czerwca samice składają na listkach lub gałązkach 400-600 jaj. Na początku lipca giną ostatnie dorosłe osobniki. Na początku sierpnia wyklute na drzewach poczwarki pod swoim ciężarem spadają na ziemię. Wygryzają się w źdźbła trawy tuż przy gruncie, a następnie gryząc korzenie, osiągają głębokość ok. 30 cm. Docierają do korzeni drzewa, z którego spadły, i wkłuwają w nie rurkowaty narząd, który pozwoli im czerpać z nich soki. W tym momencie zegar biologiczny zostaje wyłączony na 17 lat. Po ich upływie, w maju, kiedy temperatura ziemi osiągnie 18 stopni C, cykady rozpoczynają marsz na powierzchnię. Po wygrzebaniu się z ziemi brązowa poczwarka ma około 2-3 cm. Wspina się na pierwszą napotkaną powierzchnię pionową i tam się zaczyna przepoczwarzanie do postaci dorosłej. Cykada wychodzi ze swej starej skóry jako osobnik o zielonkawo-mlecznym kolorze, z intensywnie czerwonymi oczami i ze złożonymi skrzydełkami.
Ich rozwijanie i suszenie trwa około dwóch godzin. Dzieje się to wszystko wieczorem lub nocą, kiedy owady są trudniej widoczne dla swoich naturalnych wrogów: ptaków, gadów, dzikich, ale także domowych zwierząt. Bogate w białko, delikatne mięso cykad jest cennym urozmaiceniem menu psów i kotów. Ich właścicieli – czasami też. Cykady szybko dochodzą do dorosłej postaci, żywiąc się płynami. Osiągają długość 4-5 cm i brązowo-żółto-czerwone ubarwienie. Z końcem maja lub początkiem czerwca rozpoczyna się najintensywniejszy, godowy okres ich życia. Samce śpiewają, przywołując samice… Krótko po akcie giną, samice tylko złożą jajeczka i też znikają. W Princeton w połowie czerwca  w „roku cykad” – nie daje się przejść bez rozdeptania tych owadów. Zlatują z drzew, siadają na ubraniu i we włosach. Opadają na parkujące samochody, wlatują do domów, samochodów, oczu i ust. Dokładnie oblepiają drzewa, ławki i budynki miasta. Hałas nie pozwala robić nic poza fotografowaniem, obserwowaniem i ewentualnie smakowaniem cykad… Z pewnością przeżycie takiego cykadowego najazdu nawet dla ich wielbicieli – nie jest łatwe…

Nie wybieram się do Princetown, lecz nad Morze Czarne w tym roku. I już się trochę martwię, czy tam spotkam cykady. Bez nich mój urlop będzie niepełny!

tekst i zdjęcia: Beata Łukasiewicz

Print Friendly