0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Istnieją luksusowe dla człowieka towary, które by stać się tak cenionymi muszą przejść przez układ pokarmowy zwierzęcia, albo są pozyskiwane z ich futra. To m.in. najdroższa kawa świata kopi luwak, przeżuwana przez cywetę,  olejek arganiowy pozyskiwany przy współudziale marokańskich kóz oraz pashmina – najdelikatniejsza wełna z sierści himalajskich kozic…

W Indonezji, na wielu spośród tysięcy jej wysp żyje cyweta zwana też łaskunem – przemiły futerkowy ssak z rodziny łaszowatych. Jest podobny do łasicy i jak ona prowadzi nocny tryb życia. Żyje w tropikalnym lesie, zwinnie pomykając po gałęziach, polując na drobne ssaki i ptaki. Wśród jego przysmaków są też owoce kawowca.

Krzewy kawy są uprawiane na wielu indonezyjskich wyspach: na Sumatrze, Borneo, Jawie, Bali. Przeważnie na zboczach licznych tu, czynnych wulkanów i w żyznej glebie, która pozwala uzyskiwać dobrą jakościowo kawę. Upodobania kulinarne cywety sprawiają jednak, że możliwe jest „wyprodukowanie” kawy bardziej wyrafinowanej smakowo. Zwierzątko, kiedy skusi się na owoce kawowca wybiera najbardziej dojrzałe. Spożyte przez łaskuna czerwone kuleczki są potem wydalane. Miąższ owoców zostaje strawiony, ale ziarenko kawy jest tylko lekko „muśnięte” przez enzymy trawienne, sfermentowane przez bakterie kwasu mlekowego.

Nie wiadomo kiedy i jak mieszkańcy Indonezji odkryli, że pozyskane z łaskunowych bobków ziarna kawy mają nieco inny smak – i zaczęli je z nich starannie wybierać, prażyć,  mielić – czyli postępować tak, jak czyni się w przypadku każdej kawy. Tu jednak ziarenka są szczególne, no i jest ich bardzo mało – dość jednak, by wyprodukować najdroższą kawę świata – kopi luwak (kopi to po indonezyjsku – kawa, luwak to nazwa łaskuna). Pozyskanie (w opisany sposób) kilograma ziaren jest ze zrozumiałych względów baaaardzo czaso- i pracochłonne, a indonezyjskie zbiory wynoszą  maksymalnie 400 kg rocznie. To dlatego kopi luwak ma swoją cenę – sięgającą nawet 1000 euro za kilogram. Taka atrakcyjna cena skupu ziaren skłania mieszkańców Indonezji do odławiania łaskunów, zamykania ich w klatkach (np. na plantacjach) i karmienia ich owocami kawy, by pozyskać więcej kopi luwak. Produkcja prawdziwej kopi luwak, czyli zdobywanej z odchodów wolno żyjących zwierząt może nie przekraczać 50 kg rocznie, co sprawia, że jest to rarytas porównywalny do trufli. (zdjęcie ze strony www.niemuzycznapieciolinia.pl)

Eksperci twierdzą, że dzięki cywetowym jelitkom ziarna kawy tracą gorzki smak, a napój z nich przyrządzony zyskuje nowy, niepowtarzalny aromat. Podczas pobytu na Bali nie odmówiłam sobie filiżanki kopi luwak, która na miejscu nie jest tak koszmarnie droga, by nie było na nią stać. Jako kaloszka, uzależniona od tego napoju piłam ją kilka razy i za każdym razem moje wrażenia były inne. Raz (było to w ogrodzie botanicznym z orchideami) była stęchła i ziemista w smaku, ale dowiedziałam się, że kopi luwak jest wytwarzana albo z ziaren arabiki, albo robusty. Widocznie podano mi robustową, zdecydowanie mniej smaczną. Kolejny napar, którego próbowałam na prawdziwej plantacji kawy był już sporządzony z arabiki – i rzeczywiście aksamitny, o przyjemnym aromacie, ale nie przesadzajmy –arabika taka właśnie jest, więc nie jestem do końca przekonana, czy podano mi kopi luwak… Mam podejrzenia, że sprytni Balijczycy troszkę oszukują naiwnych turystów, a przecież nie ma możliwości zweryfikowania, czy kawa, którą nam podano jest rzeczywiście kopi luwak. A propos całej sytuacji – żal mi było przede wszystkim łaskunów osowiale leżących w ciasnych klatkach na tej plantacji. Nie pozostało mi nic innego, jak trwać w przekonaniu, że to nie tyle wrażenia smakowe stanowią o niezwykłości tej kawy, lecz ekscytująca możliwość jej wypicia. Kopi luwak jest w gruncie rzeczy napojem niesamowitym. Wielu sądzi, że jest tylko mitem. I wcale im się nie dziwię, bo wygląda na to, że zebranie garstki ziaren z odchodów cywet, żyjących normalnie w deszczowym lesie nawet na tak małej wyspie jak Bali graniczy z cudem. A te trzymane w klatkach – ileż mogą zjeść dziennie ziaren kawy, skoro wiadomo, że owoce nie są ich jedynym pożywieniem, raczej deserkiem? Skąd więc biorą się te kilogramy rocznej produkcji? Obserwując handlowe talenty Balijczyków (w niczym nie ustępujące arabskim, znanym mi z Egiptu, Syrii, Maroka, Jordanii) – mogą to być „zwykłe” ziarna kawy – smaczne i bez cywetowych kupek, bo arabika uprawiana w wulkanicznych pejzażach jest doskonała sama w sobie…

Nie przekonuje mnie nawet opakowanie kopi luwak, zakupione przed wylotem z Bali w sklepie, w którym do wyboru miałam tych luwaków kilkanaście, różnych producentów, prawie wszystkie z pieczęciami 100% gwarancji oryginalności. Akurat! Cena nie była przy tym porażająca. Nabyty przeze mnie powder  (czyli bardzo drobno zmielona) kopi luwak była smaczna, ale bez przesady. Szkoda naprawdę tych cywet więzionych w klatkach, zmuszanych do konsumowania kawy albo więzionych tylko dla uprawdopodobnienia, że sprzedawana na danej plantacji kawa jest luwakiem…

Afrykańska i wietnamska kopi luwak

W identyczny sposób „produkuje się” afrykańską odmianę Kopi luwak – przy udziale układu pokarmowego spokrewnionej z łaskunem cywety afrykańskiej. Kawa ta ma ponoć podobne walory smakowe i zapachowe jak jej indonezyjska siostra, jest jednak mniej ceniona przez koneserów – głównie ze względu na mniej aromatyczne od indonezyjskich odmiany arabiki, uprawiane w Afryce. Wietnamska odmiana Kopi Luwak, Weasel Coffee produkowana jest przez hodowlane łasice. Kopi Muntjac jest z kolei zbierana z odchodów, ale o wiele większych zwierząt. Muntjac to Muntiacus z rodziny jeleniowatych, które żyją w południowo-wschodniej Azji. Podobnie jak łaskun jeleń ten zjada owoce kawy. Jednak zwierzę ma więcej szczęścia – nie jest zmuszane do jedzenia owoców, nie prowadzi się hodowli, przez co ziarna tej kawy są o wiele trudniej dostępne, niż Kopi luwak.

Jacu Coffee

Na brazylijskich plantacjach kawy, ale tych znajdujących się blisko dżungli, z gęstym poszyciem i dużą ilością cienia przechadza się duży ptak z gatunku grzebiących, pięknie swoja droga nazwany – Penelopa ciemnonoga (Penelope Obscura), zwana Jacu lub Jacuaçu. Jest nieco podobny do indyka i też, jak ludzie – lubi kawę. Z jego (jej) udziałem wytwarzana jest Jacu Coffee bądź Jacu Bird Coffee – równie rzadka, co Kopi luwak. Produkuje ją tylko jedna (!) firma na świecie – brazylijska Camocim Organics.  Nie próbowałam…

Małpi kawosze

Makaki tajwańskie, czyli jeden z gatunków małp też należą do smakoszy kawy, ale w ich przypadku spożycie odbywa się inaczej, bardziej „po ludzku”. Kawa opuszcza organizm makaka tą samą drogą, która weszła, czyli przez pysk. Owoc jest zjadany, ale pestka, czyli ziarno – wypluwana. Okazało się jednak, że ziarna kawy w skomplikowanym procesie ssania i plucia nabywały nowego, ponoć waniliowego smaku. Zbiory wahają się od 4 do 300 kilogramów rocznie.

Kozy, arganie i najdroższy olejek

O kozach rosnących na drzewach arganiowych pisałam już w innym poście. Przypomnę tylko, że stada kóz są specjalnie przyprowadzane przez pastuchów do arganiowych sadów, gdyż jest to naturalny sposób pozyskiwania pestek – kozy zjadają miąższ bardzo twardych owoców, wypluwając pestki (lub zostawiając je na drzewach) – a to pestki są kosmetycznym skarbem. Cenne pestki są odzyskiwane również z kozich bobków, które zostawiają najedzone zwierzęta… Każda koza może zjeść dziennie kilka kilogramów owoców. Berberowie grzebią potem w ich odchodach, wynajdując orzeszki. Przekazują je następnie kobietom w wiosce, które trudnią się produkcją olejku – jednego z bardziej luksusowych kosmetyków, od wieków wykorzystywanego do pielęgnacji twarzy i ciała. Bogaty jest w witaminę E, polifenole, kwasy Omega-6 i -9. ma niesamowite właściwości odmładzające: neutralizuje wolne rodniki, wygładza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu. Pobudza skórę do odnowy, rewitalizuje ją i odżywia, przeciwdziała podrażnieniom. Błyskawicznie się wchłania, pozostawia skórę gładką i elastyczną.

(zdj. z www.kouskousrestaurant.com)

Pashminowe szale

Marka Pashmina jest znana wszystkim wielbicielom luksusu. To pięknie barwione delikatne, ale superciepłe szale produkowane z wełny kóz kaszmirskich (region w północnych Indiach, leżący 1700 m npm). Dodanie nawet małej ilości wełny kaszmirskiej do innej wełny zapewnia wyrobowi miękkość i delikatność oraz zwiększa jego wytrzymałość. Szale są też niesamowicie ciepłe. (zdj. z www.livewordly.com)

Wysoko w Himalajach ubodzy pasterze hodują stada kóz, z których raz w roku, na wiosnę, w wyniku wyczesywania pozyskuje się wełnę. Ta na pashminowe szale to wełna puchowa z najdelikatniejszego, koziego miejsca – z brzucha. Wełna kaszmirska należy w ogóle  do bardzo cennych surowców włókienniczych, odznacza się dużą delikatnością. Posiada białą, szarawą lub jasnobrunatną barwę. Kaszmir jest jednym z najdroższych włókien, gdyż 1 koza dostarcza rocznie zaledwie 50 – 200 dkg wełny.  Na pashminowe szale bierze się 70% wełny kaszmirskiej i 30% jedwabiu. Tylko taka proporcja gwarantuje niezwykłe cechy tej tkaniny – nie gniecie się, nie wchłania wody (to najlepszy test, sprawdzający jej oryginalność – szal daje się przeciągnąć z łatwością przez obrączkę, a wylana na niego odrobina wody – ścieka kroplami, nie wchłaniając się). Szale Pashmina są po utkaniu (ręcznym, gdyż nić jest tak delikatna, że żadna maszyna by jej nie utkała!) farbowane na przepiękne kolory naturalnymi barwnikami lub też ozdabiane niezwykle wyrafinowanymi wzorami, które można porównać do perskich dywanów. Ceny są wysokie gdyż surowiec rzadki, i proces produkcji – ręczny.

Print Friendly